13 May 2007 07:02 am
Zielonkawa trójeczka na horyzoncie
Czas nieubłaganie leci. Owszem, nie da się temu zaprzeczyć- przypominają nam o tym rosnące włosy, pojawiające się zmarszczki, drętwiejące palce, wrastające paznokcie, przybywające blizny i bruzdy oraz brodawki-, czyli zużycie mięska, na jakim się, na co dzień poruszamy po świecie. Wszyscy wiemy, że jak się mięsko zużyje to już za daleko nie zajdziemy, i trzeba będzie odsapnąć.
Na trochę.
Na dłużej.
Na dość długo.
Ale niektórzy niepokorni, maję ten komfort, że wstają po drzemce, rozciągają się i raźno idą dalej przed siebie w poszukiwaniu przygód. Tak, wszyscy ich znamy i się boimy. Mijamy ich, na co dzień na ulicy w klubach, w sklepach. Czujemy niekiedy ich niezwykle blisko, tuż tuż przy nas. Co byśmy nie zrobili będziemy nadal skazani do życia wśród nich- musimy jakoś znieść swąd ich zużytego mięsa. A jak wiadomo, gdy mięso się zużyje to wszelkie mięśnie przestają działać- włącznie z sercem- Nie potrzebują takim sposobem odczuwanie czegokolwiek- po drzemce jest to już niepotrzebne.
Umarlaki- po trzech latach obserwowania można dojść do zatrważającego wniosku, że ich liczba stale wzrasta, zapełniając szarym śmierdzącym i martwym pochodem ulice miast, biurowce, fabryki, giełdy, mównice i puste domy, gdzie nie warto się do siebie nawzajem odzywać, bo Martwa cisza swoją przygniatającym ciężarem zabija każdą konwersację.
Włączając wiadomości trzeba wkładać kalosze, bo ilość krwi wylewającej się z ekranu zalewa nam za każdym razem podłogę dużego pokoju.
Wychodząc na ulicę przejęci niekiedy paranoidalnym wręcz strachem, zamiast parasola bierzemy noże bądź inną broń, aby być szybszym od potwora patrzącego na nas z tych ciemnych, mokrych zaułków- i rozwalić mu mózg, zanim on zrobi to nam.
3 lata- odkąd pierwsza krecha padła na kartce, aby pokazać nieco tego, co się z nami dzieje- i szczerze powiedziawszy, nadal jest to śmieszne. No, bo czy widząc taki cannibal show można wytrzymać będąc obojętnym? Nie za bardzo, a w każdym bądź razie mało, kto potrafi.
Albo obserwując morze krwi strzelimy sobie w łeb z rozpaczy, albo wyciągniemy żółciutki ponton i popłyniemy przez ten czerwony ocean zanosząc się serdecznym śmiechem, docierając na końcu do wyspy sympatii. Byle nie zatonąć w nim.
No to płyńmy i żartujmy sobie, popijając sok z palemką, gdy wokoło pożoga-, bo ile można płakać? Bądźmy wyspami sympatii- wtedy inni będą mogli się na nas schronić przed martwymi hordami.
Najbliższe dni będą okraszone gościnnymi odcinkami autorstwa innym netowych ciskatorów- zabawnie będzie zobaczyć jak to widzą inni autorzy.
Pozatym, trzymajcie rękę na pulsie i wypatrujcie innych atrakcji. Hyh, to już 3 lata!
Przypominam, że wszelki kontakt jest pod adresem: mr.jt@op.pl
Pozdrawia szef kuchni
-J.T.


